PZK
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31
facebook google+ KONTAKT SZUKAJ
SP7PKI

FORUM KRÓTKOFALARSKIE SP7PKI
NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE
PZK RadioReaktywacja SP9JPA Emisje Cyfrowe

Zachęcamy wszystkich do współtworzenia portalu. Wszelkie informacje, wydarzenia, nowinki techniczne przesyłajcie drogą mail-ową info@pzk.info.pl lub umieszczajcie w formie news-a.

Nawigacja

Odc. 46. Stołkiem i granatem

Ojciec zawsze mi mówił, że nieważne jak będziesz dobry, wprawny, zaangażowany czy skrajny w wybranej dziedzinie, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie „bardziej”. Ta zasada obowiązuje także ojca, chociaż jakoś do niego nie dotarła. Nawet wtedy, gdy w jego kochanej telegrafii trafił na znacznie lepszego Rosjanina.
Mój ojciec znał Zbyszka całe wieki. Niejedno płynne procentowe z nim obalił, dyskutowali długo i głośno. O ile tata w mowie, piśmie, uczynku i zaniedbaniu deklarował nienawiść do komunistów, a poglądy miał zaiste prawicowe, Zbyszek był jeszcze „bardziej”. Od niego bardziej na prawo jest już tylko ściana. Oczywiście wroga mieli tego samego i prawdopodobnie właśnie główny wróg był tym, co ich jednoczyło.
Pewnego dnia Zbyszek przyszedł z flaszką do starego i z miną właściwą dla Szwedów pod Częstochową wykrzyczał: „Będę prezesem! Mamy oddział. Wysadzimy ten kurnik!”. Podobnie, jak u Sienkiewicza, podstęp się nie udał – chłopaki z oddziału dali odpór i mieli wywalić Zbyszka z oddziału.

Zaraz potem Zbyszek przyszedł jeszcze raz, trochę pili, gadali, aż nagle powiedział:
- bo ty mi nie pomagasz w walce z betonem i dlatego tak, mówię ci, że ten SP kolega to politruk, komunista, członek PZPR.
- odwal się od SP kolega, to porządny facet.
- bo ty to też farbowany lis jesteś i tyle, a co myślisz, że ja nie rozwalę i tego oddziału, by był mój? Własny stołek przyniosę i prezesem będę. Rozwalę, wysadzę stamtąd tego SP kolegę!

To było ostatnie słowo do draki. Ojciec wybuchł jak poniemiecka bomba – znienacka, ze strasznymi skutkami. Poszarpał się ze Zbyszkiem, wywalił go za drzwi, posprzątał. Niebywałe, bo nigdy tego nie robił, mama zawsze pod nosem narzekała na rozgardiasz. Odtąd Zbyszek już nigdy nie przychodził z flachą, a tata o wiele mniej pił. Porozmawiał też z SP kolegi i kilkoma znajomymi, podobno bardzo szczerze.

Gdy po powrocie z USA ojciec uruchomił stację marzeń, pewnego dnia na wiochę przyjechał Zbyszek, wiedziony znanymi osiągnięciami ojca, gównoburzami na forum i namiarem z QRZ.com. Przy bramie (drewnianej, bo jak wiecie stalowa psuje charakterystykę anten i wymagałaby kilkudniowych obliczeń w MMANA-GAL), powitał go Piki, pies ojca. Warczał i szczerzył zęby. Cały pysk zębów. Zdziwiłem się, bo Piki wszystkich gości wita wesoło i najchętniej by zalizał z radości.
Zbyszek krzyknął: cześć SP ojciec, teraz to zrobimy własny klub i komuniści mogą nas w d*** pocałować. Tylko zabierz tego psa, pogadamy.
Ojciec powitał go energicznym paszoł won i zdziwił się, skąd tak spokojne psisko, które łasi się do wszystkich gości, lubi nawet listonosza i koty, poznało się na charakterze Zbyszka. Musi jaki dodatkowy zmysł ma, czy co?
Gdy spytałem się starego o te wojny, odpowiedział:
- Ssss, a bo ten głupi Zbyszek złamany mnie nakręcił. Działacz z własnym stołkiem i granatem. Niech idzie se rozwalać inne kluby, a od naszego- wara.
Istny cerber, mówię wam!

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.